Tomasz Stańko kochał Rzeszów. Pozostawił nam hejnał i wiele cennych chwil

KATEGORIA: KULTURA / 31 lipca 2018

Bartek Skubisz rozmawia z Tomaszem Stańko. Fot. Prywatne archiwum profilu FB dziennikarza.

Z piątku na sobotę księżyc na naszych oczach przechodził kolorową transformację. Gdy został przyćmiony mogliśmy nieomalże gołym okiem oglądać inne planety wokół niego.

Niesamowite przeżycie!

Dało się też odczuć, że ten kosmiczny moment coś przyniesie. I stało się, przyniósł, a właściwie zabrał nam dwoje wspaniałych artystów Korę (Olgę Sipowicz) i Tomasza Stańko. Odeszli do wieczności, zabierając ze sobą fragment tego mistycyzmu natury.

Kochał Rzeszów z wzajemnością

Tomasz Stańko, mimo wielkiego sukcesu i międzynarodowej kariery nigdy nie wyrzekł się swoich rodzinnych korzeni. Zawsze z wielkim pietyzmem i tkliwością wypowiadał się o swoim rodzinnym Rzeszowie. Gdy tylko miał możliwość, odwiedzał nas, koncertował dla nas i przechadzał się po mieście nigdy nie odmawiając rozmowy zaczepiającym go przechodniom.

W 2015 roku otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Miasta Rzeszowa, a w 2016 roku po raz pierwszy z ratusza popłynął hejnał jego autorstwa, którego propozycję stworzenia przyjął z przyjemnością i potraktował jako ciekawe wyzwanie. Dziś nasze miasto jako jedyne w całej Polsce, może pochwalić się hejnałem autorstwa tego znakomitego artysty.

To chyba najciekawsza pamiątka, jaką pozostawił po sobie rzeszowianom. Jednak nie tylko hejnał, bo w pamięci zostaną nam także wszystkie jego wspaniałe utwory, inspirujące wywiady i ciekawe spotkania z mistrzem trąbki.

Jedną z osób, która miała przyjemność wielokrotnie spotykać się z Tomaszem Stańko, jest muzyk i dziennikarz muzyczny Bartek Skubisz, który podzielił się z nami swoim wspomnieniem o światowej sławy trębaczu.

Z Tomaszem Stańko po raz pierwszy rozmawiałem wiosną 2011 roku po jego występie na Święcie Paniagi w Rzeszowie, kiedy udzielił mi wywiadu. Pomimo fatalnej pogody i przeszywającego zimna podczas plenerowego występu, poświęcił mi sporo czasu. Od tej pory rozmawialiśmy wielokrotnie na potrzeby prasy, radia czy telewizji, raz nawet przez skype-a, kiedy był właśnie w swoim nowojorskim apartamencie a nie chciał odmówić wywiadu. Hasło "Rzeszów" zawsze otwierało drzwi do tych niezwykle ciekawych i z czasem coraz swobodniejszych rozmów.

Wielką satysfakcją był dla mnie dzień, w którym Tomasz Stańko został Honorowym Obywatelem Miasta Rzeszowa. Podzielił się wtedy ze mną teorią o unikalnym świetle, które posiada każde miejsce na ziemi. Światło w miejscu, w którym człowiek pierwszy raz otworzy oczy staje się dla niego na całe życie tym wyjątkowym. Generalnie inspirowało mnie wiele jego rozważań filozoficznych na temat tzw. "istnienia poszczególnego", tolerancji czy drogi, którą się kroczy bez wyznaczonego celu. Niektóre jego stwierdzenia, postawy, wybory życiowe inspirowały do pisania tekstów. Jego biografia "Desperados" to kopalnia znakomitych anegdot i świadectw historii do których często wracam. Wydaje mi się, że również osoba Tomasza Stańko połączyła nasze muzyczne drogi z Vitoldem Rekiem. Muzyka i osoba Tomasza w pracy i rozmowach z Vitoldem jest stale obecna. Wierzę, że energia wspólnego grania Stańki z Vitoldem oraz ich współpracy z innymi wielkimi mistrzami nie ginie, tylko unosi się i przechodzi na kolejne pokolenia. Głęboko wierzę, w tę sztafetę pokoleń i jestem dumny, że mogłem znać Tomasza Stańko, obcować z nim, cieszyć się jego życzliwością. Jego wspaniała muzyka będzie słuchana i odkrywana na nowo, a osoba będzie żyć w opowieściach muzycznej braci, tak jak żyje w nich Szakal czy Janusz Muniak.

Kiedy po raz ostatni widziałem się z Panem Tomaszem, przywitał mnie z uśmiechem zdaniem: "Panie Bartku. Co słychać w Rzeszowie!?"...

Odszedł nasz muzyczny ojciec i brat no i krajan, Rzeszowianin. Mam nadzieję, że Rzeszów godnie zadba o pamięć Mistrza. Cześć jego pamięci!

Jakiś magiczny pierwiastek nosili w sobie Ci dwoje - Olga Sipowicz i Tomasz Stańko, którzy w weekend odeszli od nas do wieczności. Nie tylko byli znakomitymi twórcami muzyki, doskonałymi, światłymi rozmówcami, ale po prostu dobrymi ludźmi, w których popularność i pieniądze nie zmieniły podejścia do drugiego człowieka.

Miniona sobota i niedziela zapewne zapiszą się w naszej pamięci stratą wyjątkowych twórców. Pocieszające jest to, że pamięć o nich i ich artystycznych dokonaniach tak długo będzie żyła, jak długo będziemy żyć i my sami.

Red.

  

Redaktor naczelny: Barbara Kędzierska
Wydawca
"Siedem - Barbara Kędzierska"
PORTAL INFORMACJI I OPINII
✉ Adres do korespondencji
35-026 Rzeszów, ul. Reformacka 4