Gazetka „Rzeszów to MY” znów w obiegu. Ratusz: Prosili o nią... seniorzy
KATEGORIA: POLITYKA / 12 grudnia 2024
Bezpłatny magazyn miejski „Rzeszów to MY” znów jest w obiegu. Tym razem gazetkę wydaje Rzeszowski Dom Kultury, a nie jak wcześniej Estrada Rzeszowska. „Rzeszów to MY” w ostatnim czasie wzbudzał kontrowersje, bo pierwsze numery zbiegły się z kampanią wyborczą, więc pojawiały się zarzuty, że ma on promować prezydenta Konrada Fijołka, który walczył o reelekcję. - Jestem zaskoczony, że władze miasta wróciły do tego pomysłu - komentuje wiceprzewodniczący Rady Miasta Jacek Strojny z Razem dla Rzeszowa, największy krytyk miejskiego magazynu.
„Rzeszów to My”
O gazetce „Rzeszów To MY” głośno było w ostatnich miesiącach. Bezpłatny magazyn wydawany wówczas przez Estradę Rzeszowską, czyli miejską instytucje kultury, po raz pierwszy ukazał się w lutym tego roku. Zbiegło się to z początkiem kampanii wyborczej, w której prezydent Rzeszowa Konrad Fijołek walczył o drugą kadencję w ratuszu. Gazetka informowała o tym, co wydarzyło się w ostatnim czasie w Rzeszowie, ale pośrednio budowała też pozytywny wizerunek gospodarza miasta. Konrad Fijołek pojawiał się na okładkach magazynu, w marcowym wydaniu był tekst podsumowujący jego kadencję, w kwietniu, czyli miesiącu, w którym odbywały się wybory, pojawił się wywiad z prezydentem.
Krytycy Fijołka zarzucali mu, że w ten sposób jako urzędujący prezydent za publiczne pieniądze promuje swoje dokonania w trakcie kampanii wyborczej. Najgłośniej mówił o tym kontrkandydat Fijołka w wyborach, a obecnie wiceprzewodniczący rady miasta Jacek Strojny z Razem dla Rzeszowa. Podczas sierpniowej sesji Strojny wytykał władzom miasta tego typu zagrywki. Mówił też o własnych wyliczeniach, według których wydanie pięciu numerów gazetki mogło kosztować nawet 500 tys. zł.
Wtedy okazało się, że Estrada Rzeszowska nie będzie już wydawać „Rzeszów to MY”. Potwierdzał to dyrektor tej jednostki Marcin Dziedzic.
Reaktywacja w RDK
To nie oznacza jednak końca historii „Rzeszów to MY”. W ostatnim czasie rzeszowianie znów mogą dostać nowy numer tego magazynu. My na egzemplarz natrafiliśmy w miejskim autobusie. Tym razem wydawcą pisma jest Rzeszowski Dom Kultury, czyli inna miejska instytucja kultury. Inne jest też nazwisko redaktor naczelnej w stopce redakcyjnej. Skąd decyzja o kontynuowaniu wydawania tego tytułu? Pytamy o to w rzeszowskim ratuszu.
- Tej gazety chcą mieszkańcy, a przede wszystkim seniorzy, którzy apelowali o jej wznowienie. Jest sporo osób, które potrzebują informacji o mieście, o wydarzeniach kulturalnych. Chcą to mieć w papierze, nie każdy odnajduje się w Internecie - odpowiada Marzena Kłeczek-Krawiec, rzeczniczka prasowa prezydenta Rzeszowa.
A dlaczego za wydanie gazety odpowiada właśnie Rzeszowski Dom Kultury?
- Prośby o wydawanie gazety kierowane były głównie do RDK ponieważ wszystkie grupy seniorów, koła zainteresowań mieszczą się właśnie tam. To odpowiedź na te apele. Nakład gazety to 30 tys. egzemplarzy - dodaje rzeczniczka prezydenta Rzeszowa.
Ile kosztuje koszt wydania magazynu? Jak słyszymy w ratuszu, materiały, które znalazły się w magazynie, miały zostać przygotowane przez pracowników RDK. Jedynym kosztem było wydrukowanie gazety. W przypadku jednego numeru to około 15 tys. zł.
Prezydent na uboczu
Gazetka z nowym wydawcą niewiele się zmieniła, jeżeli chodzi o strukturę. Co ciekawe, w najnowszym grudniowym numerze nie ma ani jednego zdjęcia prezydenta Rzeszowa, trudno też znaleźć jakąś wzmiankę o nim. Nazwisko Konrada Fijołka i jego krótka wypowiedź pojawia się jedynie w tekście o wynikach głosowania w Rzeszowskim Budżecie Obywatelskim. Oprócz tego wspomniano o nim w informacji o wręczeniu nagród dla rzeszowskich artystów. Czy to świadomy zabieg, by znów nie było oskarżeń o promocję prezydenta?
- Liczymy się, z tym, że możemy być znów krytykowani, ale trzeba podkreślić, że to nie jest gazeta o prezydencie Rzeszowa, ale o wydarzeniach kulturalnych, sportowych czy rozrywkowych, ewentualnie o ważnych inwestycjach. W ostatnim wydaniu prezydent Fijołek pojawia się bodajże w jednym miejscu - odpowiada Marzena Kłeczek-Krawiec, która dodaje, że „Rzeszów to MY” ma pełnić przede wszystkim funkcję informacyjną.
- Ta gazeta ma być po to by senior wiedział, jakie są wydarzenia w mieście, czy gdzie może odebrać kartę mieszkańca, która uprawnia go do zniżek. Jeżeli mieszkańcy potrzebują informacji o tym, co dzieje się w mieście w formie gazety, to musimy im to zapewnić. A wiadomości o prezydencie będą się tam pojawiać, jeżeli będzie taka konieczność - dodaje rzeczniczka prezydenta.
Na okładce grudniowego numeru „Rzeszów to MY” mamy zaproszenie mieszkańców do udziału w Wigilii Miejskiej na Rynku i skorzystania z oferty Świątecznego Miasteczka. W środku są teksty o ciekawych wydarzeniach, jakie zaplanowano w mieście w grudniu. Są tez informacje o planie zakupu autobusów wodorowych, zamiarach poszerzenia ekspozycji Galerii Fotografii Miasta Rzeszowa, nowym Centrum Opiekuńczo-Mieszkalnym przy ul. Sucharskiego, czy tegorocznych sukcesach naszych sportowców.
Ustawa medialna zakaże prasy samorządowej?
Co ciekawe, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego obecnie pracuje nad tzw. ustawą medialną. Chodzi o wdrożenie zapisów Europejskiego Aktu o Wolności Mediów. Jednym z głównych założeń tego dokumentu jest wprowadzenie zakazu wydawania pracy przez jednostki samorządu terytorialnego oraz podmioty im podległe.
W listopadzie ukazał się raport z konsultacji dotyczących ustawy medialnej. Wzięli w nich udział nadawcy publiczni, media lokalne, samorządy oraz stowarzyszenia i przedsiębiorcy. Za zakazem wydawania pracy przez JST było 60 ze 108 stanowisk. Jeszcze w tym roku projekt ustawy medialnej ma trafić do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z wnioskiem o wpisanie do Wykazu Prac Legislacyjnych Kancelarii Rady Ministrów. Wydaje się, że ewentualne wejście w życie tego dokumentu może uniemożliwić wydawanie „Rzeszów to MY”. Rzeszowski ratusz na razie obserwuje sytuację.
- Ustawa jeszcze nie obowiązuje, wiemy, że trwają nad nią prace i nie znamy jej ostatecznego kształtu. Gdy wejdzie w życie, wtedy będziemy oczywiście reagować. Nie będziemy robić niczego wbrew prawu – twierdzi Marzena Kłeczek-Krawiec.
Strojny: Miasto nie jest od tego
A co na to największy krytyk miejskiego magazynu, czyli radny Jacek Strojny z Razem dla Rzeszowa?
- Jestem zaskoczony, że władze miasta wróciły do tego pomysłu. My cały czas stoimy na stanowisku, że to jest szkodliwe, bo zaburza lokalny rynek medialny. Miasto nie jest od realizacji takich zadań, jak wydawanie gazety - uważa wiceprzewodniczący Rady Miasta Rzeszowa.
A co z argumentem, że o wydawanie gazety prosili seniorzy, którzy chcą mieć dostęp do informacji o tym, co dzieje się w mieście?
- Jeśli seniorzy prosili o dostęp do takich informacji, to można to zrobić w inny sposób. Nadzór nad treścią takiej gazety powinien zostać oderwany od samorządu. Takim narzędziem byłoby zlecenie tego w trybie konkursu dla organizacji pozarządowej, która będzie dostarczała takie informacje. Można też powołać lokalną radę złożoną z niezależnych specjalistów z rynku medialnego, którzy trzymaliby nad tym pieczę i zapewniliby pluralizm - twierdzi Strojny, który pytany przez nas o ograniczoną obecność treści dotyczących prezydenta Fijołka w ostatnim numerze, przyjmuje to za dobry kierunek.
- Nie miałem okazji się jeszcze zapoznać z magazynem, ale jeżeli tak jest, to odnotowuje to z zadowoleniem. Pytanie, czy przed kolejnymi wyborami nie będziemy świadkami tego, co widzieliśmy w pierwszych numerach? - zastanawia się radny RdR.
Jacek Strojny latem tego roku zapowiadał, że jego klub przedstawi Radzie Miasta Rzeszowa projekt rzeszowskiej uchwały medialnej (RUM), która miałaby wprowadzić m.in. zakaz wydawania przez miasto prasy oraz dostarczania usług radiowych i telewizyjnych. Do tej pory RdR nie zaprezentowało tej uchwały, ale to nie oznacza, że radni tego klubu porzucili ten pomysł.
- Nadal chcemy zaproponować rzeszowską uchwałę medialną, ale na razie wstrzymaliśmy się z tą inicjatywą, bo obecnie najważniejszą sprawą dla radnych jest budżet miasta na przyszły rok - twierdzi wiceprzewodniczący Rady Miasta Rzeszowa.
Karol Woliński