Czy na pewno nie będzie wzrostu cen energii? A jeśli tak, to do kiedy?

KATEGORIA: GOSPODARKA / 28 grudnia 2018

Siedziba PGE w Rzeszowie. Fot. Archiwum CzytajRzeszów.pl

Jednym z tematów, który najbardziej zelektryzował nas w ostatnich tygodniach jest niepewność co do wysokości cen prądu w Polsce po Nowym Roku. Zaczęło się od podwyżek dla kolejnych urzędów miejskich w Polsce, które w firmach energetycznych kontraktowały w ostatnich miesiącach dostawy energii na przyszły rok. CzytajRzeszów.pl pisał o tym TUTAJ. Teraz wszyscy zadają sobie pytanie, czy i kiedy wzrost cen dotknie także indywidualnych odbiorców? Niepewność ta potrwa jeszcze co najmniej kilka dni. Dużo zależy od tego, na jak odważne decyzje pozwalające zachować ceny energii na dotychczasowym poziomie zdecyduje się w najbliższym czasie rząd i parlament.

A decyzje zapewne wcale nie będą łatwe, bo wzrost cen energii ma bardzo realne podstawy. Wynikają one z restrykcyjnych opłat ustalanych przez Komisję Europejską za emisję CO2 przez elektrownie węglowe. W zeszłym roku wynosiły one 4,38 euro za emisję tony CO2. W tym roku kwota ta sięgnęła już 20 euro za tonę, a w przyszłym roku prognozuje się nawet przekroczenie 35 euro za tonę.

Niektórzy powątpiewają, że rosnące ceny opłat za tzw. certyfikaty CO2 mogą mieć aż takie znaczenie dla cen prądu w Polsce. Łatwo to jednak obliczyć.

Elektrownia spalając 1 tonę węgla przy produkcji prądu emituje do atmosfery ok. 2640 kg dwutlenku węgla (CO2). Jest to wartość uśredniona uwzględniająca niewielkie zanieczyszczenie opału.

Ze spalenia tej tony węgla można uzyskać energię cieplną o wartości ok. 8 MWh (megawatogodzin). Jednak zamieniając ciepło na energię elektryczną przy maksymalnej sprawności tego procesu na poziomie 40 procent elektrownia uzyskuje tylko 3,2 MWh prądu.

Załóżmy teraz, że od przyszłego roku opłata za emisję 1 tony CO2 będzie wynosiła 35 euro. Wynika z tego, że za spalenie 1 tony węgla w przyszłym roku elektrownie będą musiały odprowadzić każdorazowo opłatę w wysokości prawie 400 złotych (spalenie 1 tony węgla emituje 2,64 tony CO2, co pomnożone przez 35 euro daje nam 92,40 euro, czyli właśnie ok. 396 zł).

Jeśli teraz porównamy tą opłatę z ilością energii elektrycznej wyprodukowanej z tej 1 tony węgla (3,2 MWh), to widzimy, że za każdą 1 MWh wyprodukowanego w przyszłym roku prądu elektrownie będą musiały zapłacić po ok. 124 zł opłaty do Komisji Europejskiej. Całość wyliczenia jest oczywiście pobieżna i niekoniecznie dokładna co do złotówki, ale daje wystarczające przybliżenie skali opłat.

Jak się ma ta opłata do cen prądu dla samorządów na przyszły rok?

W roku 2018 ceny prądu płacone przez rzeszowskie instytucje miejskie wynosiły średnio 207 zł (oświetlenie ulic) i 220 zł (zasilanie budynków) za każdą 1 MWh. Na przyszły rok ceny zostały ustalone w drodze publicznego otwartego przetargu odpowiednio na 301 zł i 370 zł za 1 MWh. Różnica wynosi w pierwszym przypadku 94 zł a w drugim 150 zł. A zatem podwyżka jest adekwatna właśnie do wysokości opłat narzuconych przez Komisję Europejską.

Problem jednak w tym, że koszty tej restrykcyjnej polityki Brukseli mają ponieść zwykli mieszkańcy. Zaczęło się od podwyżek dla samorządów, ale to oczywiste, że podwyżka w końcu objęłaby wszystkich. Nie da się przecież w krótkim czasie przebudować systemu produkcji prądu w Polsce, a przecież za certyfikaty CO2 ktoś musi płacić.

Problem ma jednak także rząd w Warszawie. Bruksela czy nie Bruksela, odpowiedzialnością za podwyżki cen energii w państwowych spółkach energetycznych bardzo łatwo oskarżyć rządzących. A opozycja raczej nie będzie bawiła się w niuanse. Do tego najbliższy rok 2019 to rok wyborczy. Najpierw na wiosnę odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, potem pod koniec roku będą wybory parlamentarne.

Nic zatem dziwnego, że podwyżki zaserwowane przez spółki energetyczne wywołały w listopadzie gwałtowną reakcję premiera Morawieckiego. Od tego czasu wyczuwalne było napięcie na linii: zarządy spółek energetycznych, minister energii Tchórzewski, premier Morawiecki i... zapewne prezes Kaczyński. Politycy Prawa i Sprawiedliwości przedstawili właśnie do uchwalenia w parlamencie rozwiązania prawne zachowujące ceny energii. Z pierwszych analiz widać, ze idą one w kierunku maksymalnego zredukowania opłat, akcyz i podatków wpływających na ceny energii, ale także zakładają całkowite zminimalizowanie zysków koncernów energetycznych.

Na jak długo wystarczą takie rozwiązania? Na rok na pewno, ale Komisja Europejska na pewno także zareaguje. Przecież ustala ona, słusznie czy niesłusznie, wysokości opłat certyfikatów właśnie po to, aby zniechęcić do produkcji prądu z węgla. Sprawa staje się coraz poważniejsza, bo przy takich zabiegach Brukseli jest to już dla nas problem energetycznego bezpieczeństwa Państwa.

Na ostatnim szczycie klimatycznym polski rząd zgłosił wniosek, aby powiązać wysokość opłat za certyfikaty nie tylko z wielkością emisji CO2 przez krajowy przemysł energetyczny, ale także z potencjałem pochłaniani CO2 w danym kraju, np. przez lasy. To chyba jedyny sposób, aby złagodzić efekt europejskiej polityki klimatycznej przy zachowaniu węgla jako strategicznego surowca energetycznego w Polsce. Przy wielkości kosztów, jakie musiałoby ponieść społeczeństwo za akceptacje opłat sprawa ta może być najważniejszym polem batalii polskiego rządu w Unii Europejskiej w najbliższych latach.

Wojciech Młocki

  

Redaktor naczelny: Barbara Kędzierska
Wydawca
"Siedem - Barbara Kędzierska"
PORTAL INFORMACJI I OPINII
✉ Adres do korespondencji
35-026 Rzeszów, ul. Reformacka 4