„Rzeszowskie Piekiełko. ABC powojennych i PRL-owskich lokali”. Rozmowa z autorami

KATEGORIA: KULTURA / 19 listopada 2018

Autorzy książki „Rzeszowskie Piekiełko. ABC powojennych i PRL-owskich lokali”: Agnieszka Skowron – Wilusz i Janusz Pawlak
Fot. Michał Okrzeszowski

We wrześniu ukazała się książka „Rzeszowskie Piekiełko. ABC powojennych i PRL-owskich lokali”, która w grodzie nad Wisłokiem robi furorę. Jej autorzy – Agnieszka Skowron – Wilusz i Janusz Pawlak gościli na antenie Polskiego Radia Rzeszów i Radia Centrum, byli także zapraszani na spotkania z czytelnikami. Na jednym z nich, które odbyło się 7 listopada w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej – Filii nr 13, sala pękała w szwach. Atmosfera zachęciła czytelników do podzielenia się własnymi na temat nieistniejących już lokali. Po spotkaniu autorzy książki udzielili wywiadu portalowi Czytaj Rzeszów.PL.

Skąd pomysł na książkę o rzeszowskich lokalach z minionej epoki?

Agnieszka Skowron – Wilusz: To kwestia niedosytu dziennikarskiego…

Janusz Pawlak: Pracowaliśmy kiedyś razem w jednej z rzeszowskich redakcji, w dzienniku.

Agnieszka Skowron – Wilusz: Pewnego razu usiedliśmy przy kawie i stwierdziliśmy, że moglibyśmy coś wspólnie napisać o Rzeszowie. Uznaliśmy, że to dobry pomysł, by połączyć dwa różne spojrzenia.

Janusz Pawlak: Byliśmy już poza dziennikarstwem codziennym.

Agnieszka Skowron – Wilusz: Mieliśmy parę pomysłów, ale temat o dawnych lokalach najbardziej nam się spodobał.

Agnieszka, dla nas to są wspomnienia pokolenia naszych rodziców…

Agnieszka Skowron – Wilusz: Tak, teraz zupełnie inaczej się chodzi po mieście, kiedy wiem z opowieści co było kiedyś w danym miejscu.

Dlaczego wybraliście taki tytuł? Dlaczego akurat „Piekiełko”?

Agnieszka Skowron – Wilusz: Klub nocny „Piekiełko” w „Hotelu Rzeszów” (który nie ma nic wspólnego z obecnym „Piekiełkiem”) bardzo utkwił w pamięci rzeszowian, bo często się przewijał w opowiadaniach. Striptiz w Piekiełku był bardzo popularny. A sama nazwa była obiegowa, słynna knajpa ze striptizem była po prostu nocnym lokalem w hotelu.

Janusz Pawlak: To był pierwszy w ogóle lokal nocny w Rzeszowie. Natomiast sama nazwa „Piekiełko” od razu się kojarzy starszym czytelnikom.

Agnieszka Skowron – Wilusz: Poza tym chcieliśmy to jakoś metaforycznie ująć. W tamtych lokalach alkohol lał się strumieniami, więc jeżeli słuchałeś opowieści, to tam było jak w piekle - gorąco, duszno (śmiech).

Janusz Pawlak: Były bójki, więc było piekło. No było wszystko - było dobro, było zło. Lokale, o których piszemy, skupiały każdego dnia po kilkaset osób. To pokazuje, że one były jakimś elementem kultury w tym mieście.

Agnieszka Skowron – Wilusz: I to w takiej szarej codzienności! Ludzie potrafili od poniedziałku do piątku chodzić do lokali, bawić się, tańczyć. Dzisiaj częściej pozwalają sobie na to w weekendy.

Janusz Pawlak: Wtedy przed lokalami często były kolejki.

Jakie lata obejmuje Wasza publikacja? Tytuł mówi o „powojennych i PRL-owskich lokalach”.

Agnieszka Skowron – Wilusz: Staraliśmy się zebrać informacje o okresie powojennym, czyli od 1945 roku. Jednak tych wspomnień nie ma za wiele. Nasi rozmówcy nie mogą tego pamiętać, są to jedynie wspomnienia rodzinne. Natomiast jeżeli chodzi o czasy późniejsze, to wspomnień jest w bród.

Janusz Pawlak: Pominęliśmy lokale, które przetrwały do dzisiaj. Nie piszemy np. o. „Bohemie” i „Murzynku”, które nadal funkcjonują. Naszą ideą było, żeby zachować wspomnienia o miejscach nieistniejących.

Książka ma formę leksykonu…

Janusz Pawlak: Lokale ułożone są według kolejności alfabetycznej. Książka zaczyna się od „Asa”, który kiedyś nosił nazwę „Adria”, a kończy na „Wuesce”.

Agnieszka Skowron – Wilusz: To nie jest pozycja, którą czyta się od deski do deski. Chodziło nam o to, żeby czytelnik mógł od razu znaleźć opowieści o knajpie, z którą wiążą się jego wspomnienia.

W książce jest też mowa o postaciach znanych w całej Polsce. Pojawia się tam np. Tadeusz Nalepa.

Agnieszka Skowron – Wilusz: Opowieści naszych rozmówców o Tadeuszu Nalepie to wspomnienia o koledze. O kumplu, który z nimi grał, z nimi bywał w lokalach. Pojawia się nie tylko on, ale też jego żona Mira Kubasińska, którą nasi rozmówcy bardzo ciepło wspominają.

Janusz Pawlak: Są też wspomnienia o ludziach znanych z pierwszych stron gazet, czy telewizji, którzy jako goście przewijali się przez „Hotel Rzeszów” i tamtejszą restaurację. „Hotel Rzeszów” w tamtych latach był miejscem, gdzie mieszkali wszyscy najznamienitsi goście, którzy odwiedzali Rzeszów. Nie było innych dobrych hoteli na takim poziomie, więc wszyscy tam nocowali – np. Zbigniew Wodecki, Kora i Maanam, Lady Pank. Kiedy już o nich mowa, to pamiętam czasy, kiedy byłem młodym dziennikarzem i pisałem o grupie Lady Pank. Chciałem zrobić wywiad z Janem Borysewiczem i wybrałem się do „Hotelu Rzeszów” Chłopcy z zespołu właśnie siedzieli w kawiarni. Dzień wcześniej mieli koncert w hali „Świt - Walter”, a gdy wrócili do hotelu to przez noc wypili całe zapasy szampana, które były w hotelu! W tamtych latach mało było szampana w hotelu, bo kto pił wtedy szampana? Zespół Lady Pank miał pieniądze, więc mógł sobie na to pozwolić.

Agnieszka Skowron – Wilusz: Nie zapominajmy, że „ Rzeszowskie Piekiełko” jest jednak książką lokalną, bo chcemy przede wszystkim zachować pamięć o tutejszych postaciach. Dlatego mowa o takich osobistościach jak Roman Albrzykowski, Zbigniew Działa z zespołu RSC, Krzysztof „Bufet” Bara z Wańki Wstańki, który zdążył podzielić się swoimi wieloma wspomnieniami (zmarł w listopadzie 2017 – przyp. MO).

Padło nazwisko Romana Albrzykowskiego. Proszę opowiedzieć o nim parę słów, bo to naprawdę ciekawa postać.

Janusz Pawlak: Miałem to szczęście, że znałem pana Romana, bo bywałem w „Klubowej” choćby na imprezach, które robiliśmy tam jako redakcja. Poznałem go nie tylko jako muzyka, ale także jako szefa klubu. Bardzo wymagającego od pracowników, bezwzględnie egzekwującego dyscyplinę od członków swojego zespołu muzycznego i również bezwzględnie wymagającego porządku od gości lokalu. Tam nie było tak, że lokal był czynny np. do godziny 24.00 i ktoś mógł być w nim dłużej. Pan Roman kończył pracę i goście wiedzieli, że nie ma żadnej ceny, aby go przekonać do dalszego grania. Dbał o pewien poziom swojego zespołu. Nie można było przekupić muzyków alkoholem, czy pieniędzmi. Po prostu był zawodowcem.

Agnieszka Skowron – Wilusz: Pan Roman jawi się w mojej wyobraźni jako mężczyzna przystojny, wysoki, konkretny, momentami kategoryczny…

Janusz Pawlak: Bo tak było naprawdę!

Agnieszka Skowron – Wilusz: Do tego wyobraźmy sobie jego grę na akordeonie, a podobno był wirtuozem…

Janusz Pawlak: Proszę wyobrazić sobie taką sytuację: widzimy salę taneczną, na której gra zespół. Nagle wchodzi postawny, przystojny mężczyzna z akordeonem, i zaczyna grać tango. Rewelacja, naprawdę! Wszyscy byli zachwyceni zespołem, a zwłaszcza grą pana Romana. To był wiodący zespół w województwie. Grywali na największych imprezach tanecznych, a także podczas wizyt delegacji zagranicznych. Gdy w Arłamowie był Josip Broz Tito (prezydent Jugosławii – przyp. MO), to zaproszono tam zespół Albrzykowskiego.

Agnieszka Skowron – Wilusz: Roman Albrzykowski miał też drugie oblicze. Był nie tylko muzykiem, ale też zapalonym kibicem, fanem sportu.

Janusz Pawlak: Prowadził „Klub Olimpijczyka”. Trzeba wiedzieć, że w tamtych latach mieliśmy w Rzeszowie sporo dobrego sportu. Prężnie rozwijała się siatkówka, koszykówka, żużel, piłka nożna, boks.

Jak widać choćby po dzisiejszym spotkaniu, książka cieszy się dużym zainteresowaniem. Są osoby, które mają dużo ciekawych wspomnień na temat dawnych lokali. Czy planujecie jakąś kontynuację?

Janusz Pawlak: Po pierwszych reakcjach na naszą książkę widzimy, że sporo osób jeszcze ma materiały, którymi chciałoby się z nami podzielić. Być może będzie kontynuacja, jeżeli znajdziemy na nią środki finansowe.

Agnieszka Skowron – Wilusz: Mamy dobrych sponsorów. Myślę, że będą chcieli kontynuować współpracę z nami.

Janusz Pawlak: Wydalibyśmy wznowienie książki, uzupełnione o nowe materiały.

Praca nad „Rzeszowskim Piekiełkiem” trwała około 2,5 roku. Często były to rozmowy z osobami, które pracowały w lokalach…

Janusz Pawlak: Najwięcej czasu zajęło nam docieranie do nich, odnajdywanie.

Agnieszka Skowron – Wilusz: Poszukiwanie informacji w starych gazetach, np. „Wiadomościach Fabrycznych”. Było to dość żmudne, ale bardzo ciekawe. Wejście w świat PRL-u poprzez stare gazety. Szczególnie „Wiadomości Fabryczne” miały wiele do powiedzenia, bo śledziły co dzieje się w lokalach osiedlowych. Robiliśmy to wszystko jakby przy okazji naszych zajęć zawodowych, dlatego ten okres tak się wydłużył.

Gdzie można kupić książkę?

Agnieszka Skowron – Wilusz: W sieci księgarni „Nova” i przy wejściu do Podziemnej Trasy Turystycznej.

rozmawiał Michał Okrzeszowski

  

Redaktor naczelny: Barbara Kędzierska
Wydawca
"Siedem - Barbara Kędzierska"
PORTAL INFORMACJI I OPINII
✉ Adres do korespondencji
35-026 Rzeszów, ul. Reformacka 4