HAŃBA, taki jest werdykt publiczności. Jury wybrało nowe spojrzenie na LWÓW

KATEGORIA: KULTURA / 24 listopada 2018

Kadr ze spektaklu "Hańba"
Fot. Fot. Klaudyna Schubert (Teatr Ludowy w Krakowie)

24 listopada, w sobotę, oficjalnie i uroczyście zakończyła się 5. edycja Festiwalu Nowego Teatru w Rzeszowie. W tym roku to publiczność i dziennikarze mieli możliwość przyznać swoje nagrody najlepszemu według nich spektaklowi.

I tak, publiczność uczestnicząca w tegorocznej edycji tego wydarzenia przyznała swoją nagrodę spektaklowi „HAŃBA”. Co ciekawe, widzowie chyba już wcześniej polubili zespół aktorski Teatru Ludowego w Krakowie i reżysera Michała Wierzchowskiego, bo swoją nagrodę przyznali tym twórcom już po raz drugi. Rok temu, na 4. edycji FNT publiczność wybrała również spektakl tego samego reżysera i w podobnej obsadzie aktorskiej Teatru Ludowego w Krakowie – było to „Sekretne życie Friedmanów”. Trzeba przyznać, że świadczy to o dość wyrafinowanym guście naszej festiwalowej widowni, bo spektakl ten był jednym z lepszych tej edycji FNT.

„Hańba”, to spektakl oparty na słynnej książce o tym samym tytule Johna Maxwella Coetzee'go, Afrykanera z południowej Afryki o polskich korzeniach, laureata nagrody Nobla z 2003 r. Głównym bohaterem powieści jest dojrzały, pięćdziesięciodwuletni profesor literatury romantycznej na uniwersytecie w Kapsztadzie. David Lurie znudzony życiem i sfrustrowany świadomością tego, że się starzeje, świadomie wikła się w romans z młodziutką studentką. Gdy sprawa wychodzi na jaw, traci pracę i szacunek otoczenia. By uciec od zaistniałej sytuacji przenosi się do córki, która mieszka na wsi. Tam też trudno mu odnaleźć spokój. Niedługo po jego sprowadzeniu się, farmę napadają miejscowi złoczyńcy. Grabią dom, David zostaje dotkliwie poturbowany, a jego córka Lucy zgwałcona. Okazuje się, że hańba może dotknąć nas zawsze, problem w tym czy i jak będziemy umieli się odnaleźć w nowej rzeczywistości i jak sobie z nią poradzimy. To sztuka o stawianiu czoła życiowej traumie w chwili, gdy się nam wydaje, że już wszystko w życiu mamy poukładane.

Spektakl wyreżyserowany przez Michała Wierzchowskiego, mimo że trwał prawie trzy godziny bez przerwy, utrzymał uwagę widza od początku do końca na rozgrywającej się scenicznej historii. Zresztą nie tylko aktorzy byli w niej aktywni, również widowni stworzono możliwość wejścia w interakcję. Tym mocniej wybrzmiał temat hańby i tego, że nieważne, w jakim momencie życia i w jakim miejscu się znajdujemy, role zawsze mogą się odwrócić i może spotkać nas coś, co zmieni nasz życie na już zupełnie inne.

Zupełnie inny aspekt festiwalu docenili dziennikarze przyznając swoją nagrodę. To jury nagrodziło „LWÓW NIE ODDAMY” spektakl Teatru Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie, wyreżyserowany przez Katarzynę Szyngierę. To pierwsza nagroda przyznana od pięciu lat festiwalu dla jego gospodarza. Jednak nie było w tym nic z kurtuazji. Sztuka o polsko-ukraińskich relacjach rozegrana była dynamicznie i szczerze.

„Lwów nie oddamy” jest spektaklem niesamowicie błyskotliwym, w którym aktorstwo i opowiadana fabuła przenika się i miesza z rzeczywistością Sali pełnej widzów. Dialog prowadzą ze sobą nie tylko postaci sceniczne ale i sami aktorzy jako osoby wciągając w wypowiadane dylematy także oglądających widzów. Głosów i poglądów na temat sympatii i antypatii względem Polaków i Ukraińców ujawnia się tak wiele, jak osób na scenie. Spektakl nie daje nam jednak prostych odpowiedzi, jak oceniać współczesne relacje polsko-ukraińskie. Raczej ukazuje uwarunkowania psychologiczne, które powinny być podstawą do poszukiwania zbliżenia. Jego celem nie była zwykła ocena wydarzeń historycznych. To względnie łatwo nam dokonać. Chodziło w nim raczej o to, jak budować relacje pomiędzy zupełnie nowymi pokoleniami obu narodów, które jednak mają każde własne doświadczenia z historią i przekazywaniem informacji przez starszych, media i własną kulturę.

Kadr ze spektaklu "Lwów nie oddamy", na zdjęciu Oksana Czerkaszyna
Fot. Paweł Bialic

Wielkim walorem spektaklu było obsadzenie w jednej z głównych ról autentycznej Ukrainki i aktorki Oksany Czerkaszyny z jej własnymi uwarunkowaniami historycznymi. Przyznała ona, że w czasie przygotowań scenicznych sama musiała zmierzyć się z tematem i prowadząc rolę niejako dojrzewała do zrozumienia problemu trudnych relacji obu narodów. Wg jednego z gości z Ukrainy, który widział wczorajszy spektakl. Ukraińcy we Lwowie na razie może nie są jeszcze gotowi na przyjęcie tego polskiego spektaklu, ale jego obecność pokazuje, że jest to możliwe i trzeba nad tym pracować. To chyba najlepsze podsumowanie wagi spektaklu, jaki został wypracowany przez rzeszowski teatr.

Mimo dla niektórych wciąż bolesnego tematu, spektakl nie jest obładowany patosem, raczej próbuje przenieść temat na płaszczyznę zwykłych międzyludzkich rozmów – to też nadaje mu nowy walor przydatności społecznej. Humor i uśmiech w obliczu publiczności pojawiał się dosyć często. Z drugiej strony spektakl nie ucieka od spraw ważnych i trudnych dla obojga narodów. Może to też jest jakaś droga, aby umieć rozmawiać ze sobą o sprawach ważnych, bez budowania poczucia winy już od samego początku.

Jury dziennikarskie w składzie: Rafał Bolanowski, Katarzyna Cetera, Tomasz Domagała, Piotr Gaszczyński, Joanna Gościńska, Magdalena Mach, Barbara Kędzierska, Joanna Ostrowska, Agnieszka Radochońska i Ryszard Zatorski, tak uzasadniło swój wybór:

„Jury przyznało NAGRODĘ DZIENNIKARZY spektaklowi Lwów nie oddamy Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie za zespołową pracę artystyczną, która doprowadziła do powstania przedstawienia będącego prawdziwym, a nie wyłącznie odegranym dialogiem rozmaitych racji oraz za uczciwe, szczere i autentyczne wykorzystanie formy teatru w teatrze a także za inteligentną ironię rozbrajającą stereotypy.

Jury dziennikarskie pragnie również wyrazić opinię, iż nagroda, jaką na jubileuszowej, piątej edycji festiwalu otrzymał zespół rzeszowskiego teatru jest w pewnej mierze także efektem wysiłków, poszerzania horyzontów intelektualnych i estetycznych, jaką to pracę od początku istnienia nowej formuły festiwalu podejmowała Joanna Puzyna-Chojka. Nagrodę tę chcielibyśmy zadedykować Jej Pamięci. Proponujemy także by od przyszłej edycji Festiwalu Nowego Teatru nagroda ta nosiła imię Joanny Puzyny-Chojki – uważnego i wnikliwego krytyka teatralnego.”

Drugi akapit tego uzasadnienia jest szczególnie istotny, bo jak zapewne Państwo wiedzą, dotychczasowa dyrektor artystyczna festiwalu Joanna Puzyna-Chojka, już nie będzie uczestniczyła w kolejnych odsłonach (mimo że czynnie uczestniczyła w tworzeniu programu tej edycji festiwalu). Kilka miesięcy temu pani Joanna poniosła tragiczną śmierć w trakcie wakacji z rodziną na Bałkanach. Ten głos dziennikarzy jest o tyle ważny, że dzięki przyznawaniu co rok właśnie nagrody imienia Joanny Puzyny-Chojki, pamięć o niej i jej niespożytej pracy jako teatrologa, reżysera i czynnego uczestnika oraz współtwórcy tego festiwalu nie zaginie.

Barbara Kędzierska

Poniżej wymieniamy wszystkie spektakle konkursowe, które można było zobaczyć w ramach tej edycji festiwalu.

"Beniowski. Ballada bez bohatera" Słowackiego, reż. Małgorzata Warsicka, Teatr Nowy w Poznaniu;

"Ku Klux Klan. W krainie miłości" Katarzyny Surmiak-Domańskiej, reż. Maciej Podstawny, Teatr Nowy w Zabrzu;

"Orestes Eurypidesa, reż. Michał Zadara, CENTRALA;

"Hańba" Johna Maxwella Coetzee'go, reż. Michał Wierzchowski, Teatr Ludowy w Krakowie;

"Lwów nie oddamy" Katarzyny Szyngiery, Marcina Napiórkowskiego i Mirosława Wlekłego, reż. Katarzyna Szyngiera, Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie.

Fot. Klaudyna Schubert
Fot. Klaudyna Schubert
Fot. Klaudyna Schubert
Fot. Klaudyna Schubert

  

Redaktor naczelny: Barbara Kędzierska
Wydawca
"Siedem - Barbara Kędzierska"
PORTAL INFORMACJI I OPINII
✉ Adres do korespondencji
35-026 Rzeszów, ul. Reformacka 4