Kontrola w ratuszu i ostra dyskusja na sesji. Radny: „Muszę, bo się uduszę”
KATEGORIA: POLITYKA / 28 stycznia 2025
Prawie dwie godziny trwała dyskusja rzeszowskich radnych na temat kontroli Komisji Rewizyjnej dotyczącej zatrudnienia byłych wiceprezydentów Rzeszowa na stanowiskach pełnomocnika-koordynatora. Szef komisji rewizyjnej radny Michał Wróbel z Razem dla Rzeszowa twierdził, że nie można było wykonać rzetelnej kontroli, bo ratusz nie udostępnił mu odpowiednich dokumentów. Wróbel ostro atakował władze miasta oraz sprzyjających prezydentowi radnych. Ci nie byli mu dłużni i wytykali mu brak kompetencji w prowadzeniu prac komisji.
Kontrola ws. pełnomocników
Podczas styczniowej sesji Rady Miasta Rzeszowa wrócił temat zatrudnienia w ratuszu pełnomocników-koordynatorów. Przypomnijmy, że latem zeszłego roku prezydent Rzeszowa Konrad Fijołek na takie stanowiska powołał dwoje swoich byłych wiceprezydentów z poprzedniej kadencji samorządowej, czyli Dariusza Urbanika i Krystynę Stachowską. Stanowiska zastępców prezydenta zajęli natomiast Marcin Deręgowski, Krzysztof Stańko i Grzegorz Wrona.
Kilka tygodni później Krystyna Stachowska „awansowała” jednak na czwartego wiceprezydenta i było to zaskakujące, bo Rzeszów do tej pory mógł mieć trzech zastępców prezydenta z racji tego, że liczba mieszkańców miasta nie przekracza 200 tys. Ratusz znalazł jednak sposób w postaci danych zużycia wody, które wskazują, że w Rzeszowie mieszka więcej osób, bo aż 212 tys.
W takiej sytuacji w ratuszu pozostał jeden pełnomocnik-koordynator, czyli Dariusz Urbanik, który nadzoruje w mieście inwestycje. Kwestia utworzenia stanowisk pełnomocników-koordynatorów dla byłych wiceprezydentów wzbudzała wątpliwości radnych Prawa i Sprawiedliwości oraz Razem dla Rzeszowa. W związku z tym radni tych klubów zaproponowali by w tej sprawie kontrolę przeprowadziła Komisja Rewizyjna, na której czele stoi radny Michał Wróbel z RdR.
To oczywiście nie podobało się radnym Rozwoju Rzeszowa i Koalicji Obywatelskiej, którzy w radzie wspierają prezydenta Konrada Fijołka. Ich zdaniem nie było podstaw prawnych do przeprowadzenia takiej kontroli, a do tego ma ona charakter politycznej zagrywki. Radny Sławomir Gołąb określił to nawet mianem „szarpania za nogawkę”. Ostatecznie Rada Miasta wydała zgodę na przeprowadzenie kontroli głosami PiS i RdR oraz wiceprzewodniczącego Mirosława Kwaśniaka z Rozwoju Rzeszowa.
Wróbel bez dokumentów
Jaki jest wynik kontroli, którą miała przeprowadzić komisja? Trudno to ocenić. Radny Michał Wróbel twierdzi, że służby prezydenta nie dostarczyły mu dokumentów, o które się zwrócił jako przewodniczący, więc nie miał szans na pełne działania kontrolne.
- Wobec niemożności przeprowadzenia analizy formalno-prawnej dowodów obiektywnych kontroli, a także w świetle braku zgody większości zespołu kontrolnego na podjęcie działań do uzyskania wglądu we wspomnianą dokumentację, przeprowadzenie pełnej i rzetelnej kontroli było nieosiągalne - zaznaczył Michał Wróbel, który przedstawiał podczas wtorkowej (28 stycznia) sesji informację o przebiegu kontroli.
Wróblowi nie pomogli inni członkowie komisji rewizyjnej, którzy mieli się opowiedzieć za zakończeniem kontroli i ograniczeniem jej rezultatów jedynie do pisemnych wyjaśnień prezydenta.
„Muszę, bo się uduszę”
Po formalnej części prezentacji przebiegu kontroli Wróbel przeszedł do swojej własnej oceny sprawy zatrudniania w ratuszu pełnomocników-koordynatorów i tego, jak wyglądał proces kontroli.
- Jak mawiał klasyk „muszę, bo się uduszę” - stwierdził radny RdR.
Wróbel twierdził, że bez dostępu do dokumentów, o które wnioskował do prezydenta, komisja nie mogła przeprowadzić rzetelnej kontroli, tak by stwierdzić czy powołanie pełnomocników-koordynatorów w ratuszu było zgodne z prawem.
- Nie zamierzam wyrokować, czy to było zgodne z prawem czy nie. Należy pamiętać, że nie wszystko co jest legalne, jest jednocześnie przyzwoite i przydatne miastu - stwierdził Wróbel, który wyraził swoje rozczarowanie działalnością Komisji Rewizyjnej w Radzie Miasta Rzeszowa.
- Rzeszowscy radni nie chcieli lub nie potrafili wywiązać się ze swojego ustawowego obowiązku kontroli prezydenta - dodał Wróbel określając komisję rewizyjną mianem fasadowego gremium, które istnieje tylko dlatego, że wymaga tego ustawa.
Wróbel twierdził, że radni popierający prezydenta torpedowali jego chęci pozyskania dokumentów potrzebnych do kontroli i bezkrytycznie przyjmowali wyjaśnienia urzędu w sprawie powołania pełnomocników-koordynatorów.
„Powołał, bo mógł”
Radny RdR zauważył, że Krystyna Stachowska i Dariusz Urbanik powinni zostać zatrudnieni na stanowiska pełnomocników na podstawie konkursu, a nie powołania w okresie wypowiedzenia z funkcji wiceprezydentów.
- W Lublinie jest kilkunastu pełnomocników. Szkopuł w tym, że nie są to osoby bezpośrednio zatrudniane na te stanowiska pracy. Przeważnie są to urzędnicy w randze głównego specjalisty czy dyrektora wydziału, którzy przechodzą pełną weryfikację konkursową – mówił Wróbel.
Radny Wróbel twierdził, że władze Rzeszowa stosowały sztuczki prawne mające obejść ustawę o samorządzie gminnym i ustawę o pracownikach samorządowych. Jego zdaniem prezydent Rzeszowa Konrad Fijołek nigdy nie wytłumaczył mieszkańcom powodów, którymi kierował się zwiększając zatrudnienie w kolegium prezydenckim o jedną trzecią w porównaniu do poprzedniej kadencji.
- Prezydenckie tłumaczenia decyzji w oparciu o własne prerogatywy na zasadzie: prezydent zatrudnił, bo mógł zatrudnić, w moim odczuciu jedynie uprawdopodabniają tezę, że nie mamy do czynienia z usprawnieniem pracy magistratu, chodzi o danie pracy swoim i wypełnienie kampanijnych obietnic – stwierdził radny RdR.
Michał WróbelFot. Maciej Terpiński
Niewczas: To komisja z tezą
Długie i ostre wystąpienie Michała Wróbla spotkało się z reakcją innych radnych. Dyskusja na sesji niewiele różniła się od tego, co działo się we wrześniu, gdy rada decydowała o wszczęciu kontroli. Radni Koalicji Obywatelskiej i Rozwoju Rzeszowa oczywiście krytykowali przedstawiciela RdR.
- Pan jest rozczarowany komisją, a ja jestem rozczarowana panem. Nie ma pan wiedzy, doświadczenia, kompetencji i umiejętności, by prowadzić tę komisję. Stworzył pan komisję rewizyjną z tezą i karmi pan tylko media społecznościowe - mówiła Marta Niewczas z Koalicji Obywatelskiej, twierdząc, że kontrola była bez zasadna, bo w jej opinii nie zostało złamane prawo.
Bogusław Sak, który sam jest członkiem komisji rewizyjnej, twierdził, że radny Wróbel zwracał się o udostępnienie dokumentów w swoim imieniu, a nie komisji. Zdaniem radnego Rozwoju Rzeszowa wnioski Wróbla były zbyt daleko idące.
- To pismo zostało zredagowane tylko przez radnego Wróbla. Komisja nie przegłosowała tych zapytań, które są bardzo rozbudowane ponad zapytanie o koordynatora-pełnomocnika, żądając życiorysów, listów motywacyjnych, kwestionariuszy osobowych - wyliczał przedstawiciel Rozwoju Rzeszowa.
Wystarczające tłumaczenia
W takiej sytuacji część członków komisji zwróciła się do prezydenta o organizację spotkania, podczas którego miałyby zostać wyjaśnione kwestie dotyczące powołania pełnomocników-koordynatorów w ratuszu. Tłumaczenia władz miasta zdaniem Bogusława Saka miały być wystarczające.
- Takie spotkanie odbyło się 2 grudnia, niestety radny Michał Wróbel nie stawił się na nim. Przedstawiono na nim wszystkie argumenty w świetle prawa czy prezydent miał takie prawo czy nie (powołać pełnomocników-koordynatorów - dop. red.). Członkowie komisji mogli zadawać pytania. Stąd 17 grudnia podczas posiedzenia Komisji Rewizyjnej padł wniosek by na podstawie tych wyjaśnień zakończyć kontrolę. Został on przyjęty - mówił radny Sak.
- Radny Wróbel wykonał kawał ciężkiej i niepotrzebnej roboty, szkoda naszego czasu byśmy się taką samą robotą zajmowali - dodawał wiceprzewodniczący Andrzej Dec z KO.
Rozegrana komisja
Postawy radnego Wróbla bronił jego kolega klubowy, wiceprzewodniczący rady Jacek Strojny z Razem dla Rzeszowa. Zdaniem Strojnego komisja nie wykonała zleconego jej przez radę zlecenia, więc trudno mówić o jej wynikach. Dodał, że w kontrola powinna doprowadzić do obiektywnych wniosków, ale te można uzyskać na podstawie dokumentów.
- Kontrola bazuje na obiektywnych przesłankach i z dzisiejszego przedstawienia sytuacji wynika, że nie udało się ich zgromadzić, więc komisja nie przeprowadziła kontroli. Co zrobić dalej? Warto na bazie tych doświadczeń zastanowić się jak ma funkcjonować komisja rewizyjna - mówił Strojny, który w swoim stylu podsumowywał też kwestię powołania czwartego wiceprezydenta w Rzeszowie na podstawie wyliczeń dotyczących zużycia wody w mieście wskazujących, że stolica Podkarpacia ma ponad 200 tys. mieszkańców.
- W Kanie Galilejskiej wodę zamieniono w wino, w Rzeszowie wodę zamieniono w czwartego wiceprezydenta - stwierdził wiceprzewodniczący rady miasta.
Mniej aktywni podczas dyskusji byli przedstawiciele klubu Prawa i Sprawiedliwości. Najczęściej głos zabierał Waldemar Kotula, który twierdził wprost, że radni sprzyjający prezydentowi Fijołkowi rozegrali komisję.
- Komisja została rozegrana, w jej składzie powstał zespół 5-osobowy, z czego większość była przychylna prezydentowi - stwierdził radny Kotula.
Sekretarz: Nie mamy nic do ukrycia
Dyskusja wśród radnych trwała prawie dwie godziny. Momentami przybierała emocjonalny charakter. W debacie zabrakło jakiekolwiek głosu prezydenta Konrada Fijołka. Na sam koniec odezwał się jedynie sekretarz miasta Marcin Stopa, który starał się tłumaczyć kwestię powołania pełnomocników-koordynatorów.
- To nie był łatwy proces, ale był on decyzją prezydenta, który uznał, że w ten sposób będzie prawnie zarządzał miastem. Czy tak będzie, to ocenią to mieszkańcy co kilka lat w każdej gminie w Polsce - powiedział Marcin Stopa twierdząc, że ratusz nie ma nic do ukrycia w kwestii zatrudnienia pełnomocników.
- Możemy udokumentować tę ścieżkę, pokazać z jakich przepisów skorzystaliśmy i po konsultacji z prawnikami jesteśmy przekonani, że prawo nie zostało naruszone - dodał sekretarz miasta.
Niewykluczone, że sprawa na tym się nie zakończy. Radni RdR zapowiadają, że dalej będą próbowali dojść do tego czy powołanie pełnomocników-koordynatorów odbyło się zgodnie z prawem.
Karol Woliński