O tej rzeszowiance było bardzo głośno. Co teraz słychać u Magdy Andres?

KATEGORIA: KULTURA / 29 grudnia 2018

Magda Andres
Fot. Kamila Szeliga

Magda Andres pochodzi z Rzeszowa i w zeszłym roku doszła do finału 10. edycji telewizyjnego programu „Mam Talent”. Niecodzienna barwa głosu i to jak wykonywała prezentowane przez siebie utwory zachwyciło wielu słuchaczy i jury programu. Po programie wokół jej osoby zrobiła się istna burza medialna, „Rzeszów” też oszalał na punkcie swojej utalentowanej krajanki. Jednak od pewnego czasu, jej nazwisko i głos coraz rzadziej słychać w mediach. Co porabia dziś po roku od swojego sukcesu Magda Andres?

Sama rozumiem jak od przysłowiowej kuchni wygląda życie i praca muzyka i wiem, że to niejednokrotnie nie jest kolorowa rzeczywistość. Rodzime radiostacje promują szeroko pojętą muzykę „popową” i ciężko przebić się do większego grona odbiorców jeśli preferuje się wykonywanie innego gatunku muzycznego. Często też zdarza się, że sławą cieszą się ludzie, którzy mają problem z zaśpiewaniem „na żywo” swoich własnych utworów, a ci którzy naprawdę mają coś do zaoferowania zazwyczaj występują na kameralnych koncertach. Niestety rynek muzyczny rządzi się swoimi prawami i nie wszystkim twórcom dane jest utrzymywać się tylko z muzyki, a co jest prawdopodobnie marzeniem i celem większości działającej w tej branży.

Postanowiłam o zawodzie muzyka podyskutować właśnie z Magdą Andres, która miała możliwość zrobienia kariery medialnej, jednak ostatecznie wybrała inną drogę. Dlaczego taki był jej wybór? Czym obecnie się zajmuje i czy nadal realizuje się jako muzyk?

Jak myślisz dlaczego tak trudno przebić się w branży muzycznej?

To jest tak naprawdę Twoja decyzja. Albo decydujesz się robić to co chcesz robić, albo decydujesz się robić pop. Jeśli zgadzasz się na to drugie, to wytwórnie muzyczne są tobą zainteresowane. Po finale „Mam Talent” odezwali się do mnie z wytwórni Sony Music Polska z propozycją współpracy, ale kiedy usłyszałam ich warunki w związku z tym co miałabym śpiewać to zrezygnowałam. Chcieli żebym robiła pop i to w dodatku polski, bo podobno nikt w radiach nie będzie puszczał anglojęzycznych kawałków. Wolę brać udział w mniejszych koncertach, grać w mniejszych salach przed mniejszą publicznością, ale robić to co lubię. Jeśli mam przez resztę życia „tłuc” coś co mnie po prostu męczy, to jaki jest w tym sens? Ludzie niestety lubią powtarzalność, lubią to co już słyszeli. Jeśli coś się sprzedało raz, to trzeba to wałkować w nieskończoność, do znudzenia.

Czy ten etap Twojego rozwoju muzycznego jest dla Ciebie wystarczający, czy chciałabyś działać więcej? Może jakaś trasa koncertowa?

Chciałabym móc utrzymać się z muzyki, ale to jest ciężka decyzja, bo wyjeżdżanie w trasę łączy się z tym, że trzeba dużo czasu spędzać poza domem i nie ma się za bardzo kontaktu z bliskimi. Jest to zobowiązanie, bo kiedy podejmę decyzję, że chcę robić to na większą skalę będę musiała się pogodzić z ciągłymi wyjazdami, podpisywaniem płyt, tworzeniem wciąż nowych kawałków. Trzeba mieć do tego odpowiednią naturę, dlatego muszę się mocno zastanowić czy naprawdę tego chcę. Dlatego ja zaczynam od takich mniejszych przedsięwzięć, żeby zobaczyć czy się w tym świecie odnajdę i czy taki tryb życia mi odpowiada.

Czy Twoim marzeniem było występowanie na scenie?

Nie poszłam do programu żeby zrobić karierę, ale bardziej żeby dowiedzieć się od profesjonalistów jak np. Agnieszka Chylińska, co według nich mam do zaoferowania. Mnie się może wydawać, że brzmię dobrze, ale chciałam usłyszeć opinię osób, które się na tym znają. Nie brałam pod uwagę tego co się wydarzyło podczas i po programie. Wcześniej pracowałam w korporacji, nie sądziłam że zacznę koncertować!

Fot. Archiwum prywatne Magdy Andres

Czyli polecasz ludziom zajmującym się muzyką branie udziału w programach telewizyjnych?

Tak, jak najbardziej. Tylko trzeba się przygotować do tego, że można zostać odrzuconym, bo tam jest bardzo dużo różnych ludzi, nie wiadomo kogo szukają akurat do tej edycji. Ja dzięki programowi zyskałam bardzo dużo kontaktów, poznałam świetnych ludzi, dostałam wiele propozycji koncertów w Polsce i poza nią. Był to po prostu duży kopniak, który pomógł mi spiąć się i podjąć działanie w związku z moim śpiewaniem.

Końcem lutego 2018 r. wyszedł Twój pierwszy singiel „Want me more”. Zauważyłam, że zniknął z sieci. Dlaczego?

Uważam, że był zrobiony chaotycznie, trochę „na szybko”. W miarę mi się podobał, ale niestety przez relacje z moją menadżerką, z którą już z resztą nie pracuję, musiał zostać skasowany.

Czy styl, który pokazałaś słuchaczom na pierwszym singlu to docelowy gatunek, w którym chciałabyś się muzycznie poruszać? To był taki trochę elektroniczno-jazzowy utwór.

W zasadzie wtedy chciałam żeby ten utwór tak właśnie brzmiał. Teraz trafiłam na muzyków, którzy bardzo dobrze grają, dogadujemy się pod względem repertuaru. Na razie na koncertach gramy covery. Przez ostatni rok nie miałam głowy ani ochoty do pisania tekstów, ponieważ nie działo się w moim życiu za wiele. Nie miałam inspiracji do tworzenia.

Jak to się stało, że znalazłaś się w spektaklu „Fantazja Polska” warszawskiego Teatru Ateneum?

Do zagrania w spektaklu zaprosił mnie pan Andrzej Strzelecki, który jest reżyserem „Fantazji Polskiej”. Potrzebował kogoś z „czarnym głosem” do zagrania roli ciemnoskórej pokojówki, która w sumie nie robi za wiele przez cały spektakl, ale za to na końcu daje upust swoim emocjom i umiejętnościom wokalnym. To, że mam okazję być częścią tego projektu, jest dla mnie dużym osiągnięciem. Wśród aktorów czuję się jak w domu, bardzo dobrze mi się z nimi współpracuje, traktują mnie po prostu po ludzku.

Czy myślisz, iż fakt że brałaś udział w programie telewizyjnym mogło jakoś wpłynąć na odbiór spektaklu?

Był taki jeden ostry krytyk, który w swojej recenzji napisał, że moja obecność na scenie jest niepotrzebna, bo nie jestem przecież zawodową aktorką i wyciągnęli mnie z telewizyjnego talent show, a reżyser mógł wybrać kogoś bardziej doświadczonego. No, ale pan Andrzej Strzelecki mimo wszystko wybrał mnie i był z mojej pracy zadowolony. Nie wiem czy teatralna publiczność mnie poznała, zwłaszcza w tej charakteryzacji!

Planowane są jakieś spektakle w Rzeszowie?

Szczerze mówiąc nie wiem, to wszystko zależy od decyzji teatru, w którym gram. Ja proponowałam żebyśmy wybrali się z „Fantazją…” do Rzeszowa. Na razie występujemy tylko w Warszawie i raczej nie zapowiada się na jakieś wyjazdy. Spektakle jak dotąd zaplanowane są do marca, ale pewnie będziemy grać jeszcze dłużej, także ostatnio wciąż jestem „na walizkach”, ciągle się przemieszczam.

Czym jest wydarzenie „Tribute to Amy Winehouse”, w którym bierzesz udział?

Pomysł na granie koncertów z repertuarem Amy Winehouse wymyśliłam ja. W jej repertuarze czuję się najlepiej, odpowiadają mi teksty, swobodnie poruszam się po jej utworach. Jak już nauczę się wszystkich jej piosenek i wszystkie wyśpiewam, to wtedy zacznę pisać swoje teksty! Moim kolegom z zespołu też odpowiada ten klimat. Mówią, że są zadowoleni ze współpracy ze mną.

Jakie są Twoje artystyczne plany na najbliższy czas? Może jakiś koncert w Rzeszowie?

W Sylwestra gram „Fantazję Polską”, także czeka mnie wycieczka do Warszawy i Nowy Rok w teatrze. W styczniu będę brać udział w projekcie właśnie we współpracy z panem Andrzejem Strzeleckim. Będą to trzy koncerty poświęcone twórczości m. in. Wojciecha Młynarskiego. Występy z tego co wiem będą w Lublinie i Bydgoszczy. Ja będę śpiewać tam piosenki ze swojego repertuaru. Jeśli chodzi o Rzeszów, to dostaje czasem propozycje występów na różnych wydarzeniach, ale organizatorzy proponują za to symboliczne stawki. Nie rozumieją, że to co robimy my, muzycy, to jest nasza praca.

Fot. Archiwum prywatne Magdy Andres

Muzyk czy piosenkarz, to także jest zawód, za wykonywanie którego zarabia się pieniądze. Mogłoby się wydawać, że najważniejszym elementem, który trzeba posiadać aby zaistnieć w tej branży jest talent, ale patrząc realnie - nie do końca tak jest. Pozycja współczesnego artysty nie jest zależna tylko od jego doświadczenia czy umiejętności, ale przede wszystkim od świadomych działań marketingowych. Doskonałym przykładem jest Magda Andres, która obdarzona jest charyzmatyczną barwą głosu i doskonale potrafi się nią posługiwać, a jednak mało słyszymy i czytamy o niej w mediach. Postanowiła nie dać się ponieść fali chwilowej sławy i zatracić swój talent dając się skomercjalizować. Wciąż poszukuje dla siebie własnej drogi, co z pewnością warto docenić. Życzę jej wielkiej kariery muzycznej i zgodnej z własnymi przekonaniami o tym jak ona ma wyglądać.

Kamila Szeliga

  

Redaktor naczelny: Barbara Kędzierska
Wydawca
"Siedem - Barbara Kędzierska"
PORTAL INFORMACJI I OPINII
✉ Adres do korespondencji
35-026 Rzeszów, ul. Reformacka 4